Młodzieżowy wyjazd na narty

Młodzieżowy wyjazd na narty

Upragniony i wyczekiwany czas ferii minął bardzo szybko. Choć zasadniczo większość grup parafialnych nie spotyka się podczas ferii czy wakacji, to czas ten jest idealny na wszelkiego rodzaju wyjazdy i wycieczki. Jednym z typowo zimowych wypadów, był młodzieżowy wyjazd na narty do Czarnej góry. W poniedziałek 4 lutego trzeba było wcześnie wstać, ponieważ pierwszym punktem naszego wyjazdu była Msza święta o godzinie 6.30. Zawsze należy zacząć od najważniejszego. Modliliśmy się za młodzież naszej parafii szczególnie za uczestników wyjazdu, aby udało nam się bezpiecznie dojechać na miejsce i wrócić w jednym kawałku. Tak się dobrze złożyło, że dzień wyjazdu złożył sie ze wspomnieniem i błogosławieństwem św. Błażeja, aby nikt nie ucierpiał od zaziębionego gardła. Bezpośrednio po Mszy załadowaliśmy się do busa i 17 osobową grupą wyruszyliśmy do Czarnej góry. Po około 2 godz. jazdy dotarliśmy na miejsce. Większość z nas nie dysponowała sprzętem narciarskim, więc udaliśmy się do wypożyczalni, gdzie czekał już na nas wcześniej zarezerwowany sprzęt i instruktorzy. Jako, że poziom zdolności narciarskich grupy prezentował się od takich, którzy od dziecka szusują na nartach po dosłownie zerowy poziom, panowie instruktorzy dla ok. połowy grupy prowadzili zajęcia i ćwiczenia niezbędne do wyrobienia sobie dobrych nawyków zjeżdżania na nartach. Łatwo jest popełnić na nartach błąd, który może kosztować nieprzyjemną kontuzję, dlatego warto ucząc się jazdy na nartach zacząć od fachowego instruktarzu. Reszta grupy od razu wyruszyła na stoki aby cieszyć się śnieżną przygodą. Koło południa zrobiliśmy przerwę, aby trochę odpocząć, ogrzać się i zjeść ciepły posiłek. Choć na nartach zjeżdża się zasadniczo w dół i z pozoru wygląda to bardzo łatwo, to narty potrafią nieźle zmęczyć człowieka, gdyż stale trzeba pilnować właściwej postawy i techniki zjeżdżania. Nie zabrakło też sporej ilości spektakularnych wywrotek, po których trzeba było podejść po zgubioną nartę 🙂 Po godz. 16 musieliśmy już kończyć nasze podbijanie stoków, ponieważ zaczynały się godziny nocnych zjazdów i ratrakowanie niektórych tras. Czas był już po prostu wracać, choć niektórych trzeba było długo ściągać ze stoku, bo wciąż zjeżdżania było mało! W drodze powrotnej zatrzymaliśmy się jeszcze na kolacyjkę i wieczorem cali i zdrowi wróciliśmy z pełnym plecakiem wspaniałych wspomnień do Niemodlina.